Superman Jamesa Gunna zaskakuje – sceny po napisach to totalny odlot, a nie zapowiedź kolejnych hitów!

Superman Jamesa Gunna miał być ważnym krokiem w budowaniu nowego uniwersum DC, ale jego sceny po napisach pozostawiają sporo do życzenia. Zamiast budować napięcie i podgrzewać oczekiwania na kolejne produkcje, te momenty wydają się niemal żartem skierowanym w stronę Marvela.
- Krótka scena z Krypto na księżycu, która bardziej zaskakuje niż wzrusza
- Post-credits scena z Supermanem i Mr. Terrificiem, która nie wnosi nic do fabuły
- James Gunn celowo odchodzi od Marvelowskiego stylu teasowania kolejnych produkcji
- Sceny po napisach są raczej zabawne i dziwaczne niż ekscytujące
Superman i Krypto – uroczy, ale niepasujący moment
W scenie w połowie napisów widzimy Supermana (David Corenswet) siedzącego na księżycu z superpsem Krypto. Tym razem trzyma psa na rękach, a Krypto patrzy wprost na widza z łapkami owiniętymi wokół szyi bohatera. To ma być chwila „aww”, jednak wypada nieco dziwnie. W filmie Krypto jest niespokojnym, wręcz kłopotliwym zwierzakiem, który nie potrafi usiedzieć spokojnie, a na końcu porzuca Supermana, by wrócić do swojej prawdziwej właścicielki, Supergirl (Milly Alcock). Ta sentymentalna scena wydaje się więc oderwana od reszty opowieści i bardziej przypomina reklamę gadżetów z tym motywem.
Krypto arrives on screens in Superman this summer. Krypto was inspired by our dog Ozu, who we adopted shortly after I started writing Superman. Ozu, who came from a hoarding situation in a backyard with 60 other dogs & never knew human beings, was problematic to say the least. He… pic.twitter.com/zw8rVqv0n0
— James Gunn (@JamesGunn) October 15, 2024
Post-credits scena – zupełnie inna bajka
Po napisach dostajemy jeszcze krótką scenę, w której Superman i Mr. Terrific (Edi Gathegi) stoją na ulicy Metropolis, przy budynku, który został rozerwany przez Lexa Luthora, a potem zszyty przez Mr. Terrifica. Superman zauważa, że połączone fragmenty nie pasują do siebie idealnie. Mr. Terrific robi się zniecierpliwiony, aż w końcu odchodzi z gestem frustracji. Superman mówi pod nosem: „Darn it! I can be such a jerk sometimes!” („Cholera! Czasem potrafię być takim dupkiem!”).
Ta scena nie jest ani zabawna, ani ekscytująca – bardziej przypomina anty-komedię. Nie nawiązuje do niczego z filmu, nie buduje napięcia ani nie zapowiada kolejnych wydarzeń. To raczej manifest Jamesa Gunna, że nie będzie kopiował Marvela i jego stylu scen po napisach. Widać, że chce robić po swojemu, nawet jeśli widzowie zostaną zdezorientowani.
Co to oznacza dla DCU Jamesa Gunna?
Superman nie jest pierwszym projektem w nowym uniwersum DC, ale na pewno ważnym testem. Zamiast podgrzewać atmosferę i zapowiadać kolejne produkcje, sceny po napisach są trochę jak żart – niemal wywracają oczekiwania do góry nogami. Gunn pokazuje, że nie musi podążać za schematami Marvela i może pozwolić sobie na luz i nonszalancję.
