Ironheart na Disney Plus – czy Riri Williams dorówna Iron Manowi? Sprawdzamy, co poszło nie tak!

Nowy serial Marvela Ironheart już na Disney Plus, ale nie liczcie, że Riri Williams zostanie nowym Tonym Starkiem MCU. Produkcja próbuje połączyć różne wątki i klimaty, ale niestety wychodzi z tego trochę chaotyczny miks. Czy warto dać szansę tej opowieści o młodej wynalazczyni? Sprawdźcie szczegóły!
- Ironheart nie stawia Riri Williams w roli następcy Tony’ego Starka
- Serial łączy wątki technologii, magii i osobistej traumy
- Dużo odniesień do wcześniejszych produkcji MCU
- Pierwsze trzy odcinki już dostępne, kolejne pojawią się 1 lipca
Riri Williams wraca do gry
Znana z Black Panther: Wakanda Forever, Riri Williams (Dominique Thorne) wraca do swojego życia na MIT. Nie przestaje jednak eksperymentować – sprzedaje swoje wynalazki studentom i przez to wpada w kłopoty z dziekanem (Jim Rash, znany z Captain America: Civil War). Po powrocie do rodzinnego Chicago, Riri skupia się na udoskonalaniu swojego pancerza, a jednocześnie próbuje radzić sobie z bolesną przeszłością. Motyw utraty bliskich powraca w stylu znanym z seriali typu Arrowverse czy Marvel’s Cloak and Dagger.
Sztuczna inteligencja i… duchy przeszłości
Chcąc ulepszyć swój pancerz, Riri tworzy A.I. na bazie własnych wspomnień o zmarłej przyjaciółce Natalie (Lyric Ross). Jakim cudem jej się to udało? Serial tego nie tłumaczy, a twórcy unikają klimatów rodem z Black Mirror. Konflikt przenosi się na poziom osobisty – czy Riri powinna cieszyć się z obecności “cyfrowej Natalie”, czy raczej się jej bać? Sceny, w których Natalie jako hologram uczy się obsługiwać SMS-y, są naprawdę zabawne.
Tu pojawia się główny problem – Riri nie jest aż tak charyzmatyczna jak Tony Stark. Thorne nie dostaje scen, które pozwoliłyby jej zabłysnąć jak Robert Downey Jr. Zamiast tego mamy bohaterkę kierowaną strachem i ambicją. Z drugiej strony, Anthony Ramos jako Parker Robbins (The Hood) wnosi sporo luzu, próbując wciągnąć Riri do swojej ekipy złodziei. “To co, jesteśmy jak Ocean’s 11 czy The Sopranos?” – pyta Riri, gdy sytuacja staje się dziwna. Niestety, wątki The Hooda nie prowadzą donikąd, a motywacje są do bólu przewidywalne.
Heisty, bijatyki i… White Castle?
Serial stawia na motyw napadów, a najciekawsza akcja rozgrywa się w unoszącej się szklarni. Riri pokazuje wtedy swoje umiejętności inżynierskie. Szkoda, że największa bójka dzieje się w… White Castle. Zamiast wykorzystać klimat Chicago, twórcy poszli w produkt placement. Riri walczy tam z przestępcami, a całość wypada dość nieciekawie. Ucieczka przed ciężarówką przypomina sceny z Prometheus School of Running Away from Things.
Relacje, które mogłyby być lepsze
Riri nie narzeka na brak wsparcia. Pomaga jej Joe McGillicuddy (Alden Ehrenreich), bogaty kolekcjoner technologii, a ich wspólne śpiewanie Alanis Morissette przypomina sceny z reklamy samochodu.
Ich relacja zaczyna się jak żartobliwa wersja współpracy Franka Castle i Micro z The Punisher, ale z czasem staje się jednym z jaśniejszych punktów serialu. Niestety, inne relacje Riri są potraktowane po macoszemu. Kiedy bohaterka stwierdza, że technologia nie wystarczy, bez problemu znajduje czarownicę gotową pomóc – bez żadnych konsekwencji. Serial nagle skręca w stronę magii, ale nie wyjaśnia, jak ona działa, przez co twist fabularny wypada sztucznie. Relacje rodzinne są zarysowane, ale nie pogłębione – mama Riri (Anji White) zawsze wspiera córkę, a brat Xavier (Matthew Elam) chętnie pomaga przy pancerzu.
Ironheart – serial jako łącznik MCU
Podsumowując, Ironheart to kolejny serial Marvela, który ma być “łącznikiem” pomiędzy filmami. Odróżnić się udaje tylko nielicznym, jak WandaVision czy Loki. Tutaj, mimo starań showrunnerki Chinaki Hodge, całość wypada dość chaotycznie – zmiany tonów, niewykorzystane postaci i przeciętne walki nie pozwalają tej historii wznieść się na poziom Iron Mana.
Pierwsze trzy odcinki Ironheart już na Disney Plus. Kolejne trzy pojawią się 1 lipca.

