Elio – kosmiczna przygoda Pixara pełna emocji, ale czy to nowy hit studia?

Pixar wraca z nową produkcją! „Elio” to animacja, która zabiera widzów w kosmiczną podróż pełną emocji, szalonych pomysłów i wizualnych fajerwerków. Studio znane z takich hitów jak „Toy Story” czy „Coco” ponownie stawia na odważne rozwiązania, choć tym razem efekt nie zawsze jest jednoznacznie pozytywny. Czy „Elio” to kolejny klasyk, czy może próba, która nie do końca się udała? Sprawdź, co czeka na widzów w kinach od 20 czerwca!

  • Nowy film Pixar – „Elio” – już niedługo w kinach
  • Kosmiczna przygoda 11-latka szukającego swojego miejsca
  • Nietypowe połączenie klasycznego stylu i odważnych nowości
  • Film pełen wizualnych eksperymentów i emocji
  • Nie zawsze wszystko gra – historia czasem się rozjeżdża

Elio – klasyka Pixar w nowym wydaniu

Od samego początku Pixar był studiem, które nie bało się ryzykować. Stworzyli pierwszą pełnometrażową animację komputerową, poruszali trudne tematy i zawsze stawiali na oryginalne pomysły. Tym razem, w „Elio”, dostajemy historię, która z jednej strony nawiązuje do najlepszych tradycji studia, a z drugiej – eksperymentuje z formą i tematyką.

Trudna sztuka sprzedania kosmicznej przygody

Amerykańskie animacje science fiction mają trudną historię – od „Atlantis: The Lost Empire” po „Lightyear” i „Strange World”, widzowie nie zawsze byli przekonani do dziwnych, kolorowych światów. „Elio” idzie jeszcze dalej w stronę kosmicznej oryginalności. Jak zdradza Harley Jessup, production designer, Pixar celowo stworzył świat, jakiego fani science fiction jeszcze nie widzieli.

Wizualna magia i emocjonalny chaos

Choć „Elio” zachwyca kolorami i pomysłowością, najważniejsze w filmach Pixara są zawsze emocje. Tutaj jednak historia czasami gubi się w natłoku wątków. Scenariusz, za który odpowiadają Mark Hammer, Julia Cho („Turning Red”) i Mike Jones („Soul”, „Luca”), próbuje połączyć wiele różnych tematów – od samotności, przez poszukiwanie akceptacji, aż po polityczne metafory.

Głównym bohaterem jest 11-letni Elio Solis (głos: Yonas Kibreab), który po śmierci rodziców mieszka z ciocią Olgą (Zoe Saldaña), wojskową z zespołu monitorującego kosmiczne śmieci. Elio marzy o porwaniu przez kosmitów – czuje, że na Ziemi nikt go nie chce. Przez serię przypadków naprawdę trafia w kosmos i zostaje omyłkowo uznany za przywódcę ludzkości przez zabawną grupę istot o nazwie Communiverse. Czeka go zadanie: musi rozwiązać konflikt z krwiożerczym Blood Emperor Lord Grigonem (Brad Garrett), który grozi całemu Communiverse.

Wiele pomysłów, za mało czasu

Fabuła często skręca w różne strony, a wszystko sprowadza się do potrzeby bliskości i akceptacji. Communiverse daje Elio poczucie ważności, ale i nowe wyzwania. Jego relacja z ciocią, która poświęciła marzenia, by go wychować, to kolejny ważny wątek, choć niestety nie zawsze dobrze wybrzmiewa. Motyw przyjaźni z nowo poznanymi dziećmi i obcymi także zostaje nie do końca rozwinięty.

Trzeba przyznać, że wizualnie „Elio” to uczta – podróże przez tunele czasoprzestrzenne, kosmiczne śmieciowiska i podziemne jaskinie robią wrażenie. Communiverse przypomina trochę „Great Before” z „Soul” – to kolorowy, abstrakcyjny świat, pełen pastelowych istot i zabawnych głosów. Jednak czasem te wszystkie efekty odciągają uwagę od głównego tematu – walki Elio o otwartość na innych.

Zmiany za kulisami i rozjazdy w historii

Za projektem stał Adrian Molina („Coco”), ale w trakcie produkcji przejęli go Domee Shi („Turning Red”) i Madeline Sharafian („Burrow”). Być może to tłumaczy, dlaczego film czasem wydaje się rozbity – jakby twórcy mieli za dużo pomysłów, których nie zdążyli rozwinąć lub skrócić. Ciekawe motywy polityczne, społeczne czy rodzinne pojawiają się i znikają bez większego finału. Wątki takie jak poświęcenie cioci Olgi czy technologia ukrywająca słabości Blood Emperor Lord Grigona są tylko lekko zarysowane.

Za dużo na raz?

W „Elio” dzieje się tak dużo, że momentami przypomina to szkic serialu na cały sezon. W efekcie niektóre wątki nie mają puenty, a finałowe sceny jednoczące ludzi na Ziemi są trochę przypadkowe. Sam Elio jest sympatyczny, choć jego obsesja na punkcie kosmitów może być trudna do zrozumienia dla części widzów. To typ bohatera, który ma inspirować dzieci, a dorosłych rozbawiać i wzruszać. Jednak przez natłok wątków brakuje czasu na głębsze rozwinięcie niektórych tematów.

„Elio” to kolejna odważna próba Pixara – eksperyment z dziwnym, kolorowym światem i nietypową historią. Twórcy liczą, że widzowie dadzą się porwać tej nowej rzeczywistości i nie będą zbyt długo zastanawiać się nad otwartymi wątkami. To film, który zachwyca wizualnie i momentami wzrusza, ale nie zawsze ląduje na cztery łapy. Premiera już 20 czerwca!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.