Dlaczego nowe filmy Pixara już nie czarują jak kiedyś? Sprawdzamy, co się zmieniło!

Nowy film Pixara – Elio – to prawdziwa uczta dla oka, pełna kolorów i uroku. Ale czy czujesz, że czegoś w nim brakuje w porównaniu do starych produkcji studia? Wiele osób ma podobne odczucia. Dlaczego więc „nowy Pixar” już nie zawsze daje ten sam klimat, co „stary Pixar”? Sprawdź, o co tu chodzi!
- Dlaczego nowe filmy Pixara różnią się od klasyków
- Jak zmienił się styl animacji i bohaterowie
- Czy „ludzka era” Pixara to dobry kierunek?
- Co zostało, a co się zmieniło w podejściu studia
Nowy Pixar, nowe twarze – czy to wciąż ten sam czar?
Elio trzyma się klasycznego stylu animacji Pixara. Jest tu komedia, są emocje w stylu Coco, Turning Red czy Luca, a akcja zabiera nas na pokład ogromnego statku kosmicznego, gdzie przedstawiciele różnych planet próbują utrzymać pokój w galaktyce. Film jest naprawdę uroczy i piękny wizualnie.
Jednak momentami całość wydaje się trochę chaotyczna i rozproszona. To może być efekt zmian w trakcie produkcji, o których więcej przeczytasz tutaj. Co ciekawe, takie poprawki i przetasowania są dla Pixara czymś normalnym od lat. Dlaczego więc teraz łatwiej dostrzec niedociągnięcia, jak w Elio czy innych nowych filmach studia? Możliwe, że weszliśmy w nową „ludzką erę” Pixara, gdzie wady są bardziej widoczne niż wcześniej.
Od zabawek do ludzi – jak zmieniały się postacie Pixara
Pamiętasz Toy Story? Pixar zaczynał od genialnego pomysłu – pokazać tajemniczy świat zabawek, które mają swoje życie, gdy nikt nie patrzy. Ten motyw powtarzał się przez lata – sekretny świat robaków, potworów, rybek, samochodów czy szczurów. Wynikało to także z ograniczeń technicznych – komputerowa animacja ludzi przez długi czas wyglądała po prostu dziwnie. Przykład? Andy z Toy Story. Dziś już śmiejemy się z jego „martwych oczu”.
Z czasem ludzie zaczęli pojawiać się częściej, ale nadal byli wyjątkiem. Rodzina superbohaterów z The Incredibles wyglądała jak figurki, a ludzie z Wall-E byli specjalnie zniekształceni. Dopiero Coco w 2017 roku rozpoczęło prawdziwą „ludzką erę” Pixara. Od tego czasu większość nowych filmów – Coco, Soul, Luca, Turning Red, Elio – stawia ludzi w centrum wydarzeń. Nawet Lightyear pokazuje znaną postać jako zwykłego faceta. (Nie wszystkie pomysły są tu równie udane.)
Fantazja wciąż jest, ale ludzie grają pierwsze skrzypce
Pixar nie porzucił całkiem magii i dziwacznych światów – w Coco mamy duchy, w Soul – dusze, a w Luca chłopcy to tak naprawdę morskie stwory. Jednak studio coraz lepiej radzi sobie z rysowaniem i stylizowaniem ludzi. To już nie są tylko dodatki, ale pełnoprawni bohaterowie, z którymi łatwiej się utożsamić – zwłaszcza młodszym widzom.
Zmieniła się też narracja. Pixar odchodzi od mocnych metafor rodzicielstwa, które były sercem Toy Story czy Finding Nemo. Teraz skupia się na dojrzewaniu dzieci i młodzieży. Wyjątkiem jest Turning Red, gdzie relacja matka-córka nadal gra główną rolę, ale to córka jest bohaterką, a jej emocje to coś więcej niż tylko reakcja na rodziców.
Najlepsze nowe filmy Pixara – czy nadal mają to „coś”?
Turning Red i Luca to przykłady, że Pixar wciąż potrafi zaskoczyć i wzruszyć. W tych filmach jest czas na budowanie relacji, pokazanie świata oczami bohaterów i lekkość, która przypomina produkcje Studio Ghibli. W Turning Red czuć autentyczność i specyfikę życia nastolatki w Kanadzie z początku XXI wieku. To coś nowego, nawet jeśli Pixar dalej lubi uniwersalne tematy.
Pixar eksperymentuje też poza kinem – serial Win or Lose o dziecięcej drużynie softballowej to najbardziej realistyczna i szczera rzecz, jaką studio zrobiło w ostatnich latach. Zero magii, same metafory wizualne. Jedna z postaci miała być osobą transpłciową, ale ostatecznie temat został „przykryty”, bo był zbyt bezpośredni dla szerokiej widowni – co wywołało spore emocje wśród fanów.
Ludzkie słabości na pierwszym planie
W „ludzkiej erze” Pixara kompromisy i niepewność widać jak na dłoni. Gdy bohaterowie są tak wyraziści, trudniej ukryć niedociągnięcia fabularne czy powtarzalność. Elio to piękny, pomysłowy film, ale główny bohater jest trochę „zbyt filmowy” – typowy sierota z filmów dla dzieci, bez większej głębi. Jego przyjaciel Glordon to świetny projekt, który odciąga uwagę od porównań do E.T., ale Elio wypada przy nim blado.
To nie przekreśla filmu, ale zmienia reguły gry – zarówno dla Elio, jak i Lightyear czy Soul. Nawet filmy mniej skupione na ludziach, jak Elemental, wydają się przez to bardziej sztuczne i wymuszone, gdy zestawi się je z Turning Red czy Win or Lose. A przecież stare hity Pixara też miały swoje schematy – po prostu łatwiej było je ukryć za pomysłowym światem i gagami.
Nie znaczy to, że nowe filmy Pixara są słabe – po prostu ewoluują i stają się coraz bardziej „ludzkie”. Dzięki temu te najlepsze zyskują na głębi, a przeciętne – niestety tracą na magii. Kompromisy są tu bardziej widoczne, ale i bardziej autentyczne niż kiedykolwiek.



