Dlaczego film Fantastic Four z 2015 roku Josh Tranka jest lepszy niż wersja MCU – zaskakujące fakty!

Josh Trank i jego film Fantastic Four z 2015 roku może nie zdobył serc widzów ani krytyków, ale robi przynajmniej jedną rzecz lepiej niż wersja MCU. To nie jest klasyczna opowieść o superbohaterach, lecz mroczna, bardziej naukowa wizja znanej historii.

    • Nowatorskie podejście do historii pochodzenia Czterech Fantastycznych
    • Silny nacisk na mroczny klimat i science fiction
  • Postaci z większą głębią i problemami społecznymi
  • Porównanie do innych filmów superbohaterskich z lat 2000.

Nietypowe spojrzenie na początki Czterech Fantastycznych

Wbrew oczekiwaniom, film Tranka wraca do korzeni i poświęca sporo czasu na dzieciństwo Reed Richardsa (Miles Teller) i Bena Grimma (Jamie Bell). To nie jest zmarnowany czas – te sceny mają w sobie coś z ducha Spielberga, pełnego ciekawości i magii, co świetnie buduje klimat mrocznego sci-fi. Co więcej, pokazują społeczne różnice między bohaterami, co rzadko jest tak wyraźnie podkreślane w superbohaterskich filmach.

Więcej mroku i alienacji niż w MCU

Trank postawił na mroczniejszą, niemal body horrorową stronę historii. Bohaterowie nie są tu superbohaterami z idealnym życiem, ale ludźmi z problemami, odizolowanymi od społeczeństwa i zmagającymi się z własnymi nowymi, dziwnymi mocami. „Po prostu pomyślałem o body horrorze” – mówił reżyser w wywiadzie dla Entertainment Weekly.

W filmie mamy m.in. The Thinga jako rządową broń pragnącą wolności, Reed Richardsa, który potrafi ukrywać się dzięki swoim zdolnościom, oraz Sue Storm tak zamkniętą w sobie, że niemal czuć wokół niej niewidzialną tarczę, zanim jeszcze zyska swoje moce. Nawet Victor Von Doom jest przedstawiony jako postać zdeformowana przez porzucenie w innej wymiarowości.

Co działa, a co nie do końca?

Choć film ma swoje minusy – np. brak rodzinnych więzi tak ważnych dla oryginalnej serii – to jednak potrafi zbudować ciekawy balans między ludzkimi słabościami a obcymi, nadludzkimi mocami. Miles Teller jako Reed to trochę niezgrabny outsider, ale bardziej realistyczny i ludzki niż chłodny geniusz z innych wersji. Michael B. Jordan z kolei wnosi naturalność do postaci Johnny’ego Storma, choć jego Human Torch jest pokazany w sposób bardziej eteryczny niż w poprzednich filmach.

Efekty specjalne, mimo że nie powalają, są na przyzwoitym poziomie, a aktorzy starają się nadać postaciom poważniejszy, bardziej współczesny charakter niż kolorowe, optymistyczne komiksy z lat 60.

Nieukończony film z potencjałem

Za kulisami panowało sporo zamieszania, co wpłynęło na ostateczny efekt – film często sprawia wrażenie niedokończonego. Scenariusz miał być rozbudowany, ale w kinowej wersji dostaliśmy głównie pierwszą część opowieści, gdzie sci-fi miesza się z typowymi dla Foxa mrocznymi, leśnymi scenami i nieco przestarzałymi efektami. Ostateczne 20 minut, gdy bohaterowie w końcu zaczynają używać swoich mocy, to już trudniejszy kawałek do przejścia.

Mimo wszystko warto docenić, że Fantastic Four z 2015 roku próbował czegoś innego – łączył komiksową spektakularność z klimatem klasycznych filmów sci-fi i przygodowych historii o wyrzutkach. Eksperyment nie do końca się udał, ale to ciekawa pozycja dla fanów mniej konwencjonalnych superbohaterskich opowieści.

Więcej o mrocznym podejściu Tranka do Fantastic Four przeczytacie w wywiadzie z reżyserem na stronie Entertainment Weekly:

https://theplaylist.net/new-images-from-fantastic-four-josh-trank-talks-body-horror-approach-20150410/

A tu możecie zobaczyć wcześniejsze filmy z lat 2000. od Tima Story’ego, które były zdecydowanie bardziej klasyczne, ale też nie zachwyciły widzów:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.