Death Stranding 2: Kojima łagodzi najbardziej stresujący element gry – sprawdź, co się zmieniło!

Death Stranding 2: On the Beach wydaje się łagodzić najbardziej stresujący element pierwszej części gry! Dla wielu graczy, zwłaszcza rodziców, dźwięk płaczącego BB (Bridge Baby) był źródłem nerwów większych niż potyczki z BT czy pokonywanie skalistych zboczy. Czy Kojima tym razem odpuścił? Sprawdźmy!
- Death Stranding 2 ogranicza stresujący motyw płaczącego BB
- Porównanie doświadczenia z pierwszą i drugą częścią gry
- Czy zmiana wynika z designu, czy z perspektywy gracza?
Death Stranding i dźwięk, który podnosił ciśnienie
Pierwszy Death Stranding zadebiutował w 2019 roku i od razu podzielił graczy swoim nietypowym podejściem do rozgrywki. Gra była zarówno frustrująca, jak i hipnotyzująca. Jednak dla wielu najtrudniejszy był… płacz BB, który rozbrzmiewał z głośnika pada PlayStation. Jeśli chcesz przeczytać pełną recenzję tamtych wrażeń, zajrzyj do tej recenzji na Eurogamer.
Stres na kanapie i w grze
Autor recenzji wspomina, że miał wtedy sześciomiesięczną córkę. Wieczorne sesje z grą odbywały się przy dźwiękach z monitora dziecięcego, co sprawiało, że płacz BB z gry był niemal nie do odróżnienia od rzeczywistości. „Każdym razem, gdy BB zaczynał płakać, przynajmniej jedno z nas nerwowo zerkało na monitor, sprawdzając, czy to nasza córka, czy tylko gra.”
Zabawa w uspokajanie cyfrowego dziecka poprzez kołysanie kontrolera była więc odwzorowaniem rzeczywistości. Kojima ewidentnie bawił się emocjami graczy – nie tylko rodziców, bo dźwięk płaczącego dziecka działa na każdego. Ten motyw był już wykorzystywany w innych grach, np. w Yoshi’s Island z 1995 roku.
Death Stranding 2 – mniej płaczu, więcej spokoju?
Do drugiej części autor podszedł z obawą, spodziewając się powtórki „sonicznej tortury”. Tymczasem… BB – a właściwie Lou – wciąż płacze przez głośnik pada, ale dźwięk wydaje się być mniej inwazyjny. Może został złagodzony? Może Lou płacze rzadziej? A może gra jest łatwiejsza albo gracz bardziej doświadczony?
Co ciekawe, autor zauważa, że zmieniła się nie tylko gra, ale i jego życie. Jego córka jest już starsza, nie budzi się co chwilę z płaczem, a dźwięk BB nie wywołuje już takiej reakcji. Może to nie Kojima się zmienił, tylko my?
Refleksja na koniec
„W 2019 grałem w Death Stranding, żeby uciec od życia. Ale przez jeden dźwięk z głośnika, Kojima sprawił, że moje życie wróciło do moich rąk.”
Death Stranding 2: On the Beach pokazuje, że gry potrafią poruszać bardzo osobiste struny i nawet drobne zmiany w mechanice mogą diametralnie zmienić odbiór całej przygody. Czy nowa część będzie mniej stresująca? Wygląda na to, że tak – ale wszystko zależy od tego, kto trzyma pada!

