Batman Ninja vs. Yakuza League – szalona animacja DC i anime już na Max!

Masz ochotę na szaloną mieszankę DC Comics i anime? Batman Ninja vs. Yakuza League to najnowsza animacja, która właśnie pojawiła się na Max i od razu zwraca uwagę swoim totalnym chaosem oraz absurdalnym humorem. Jeżeli kojarzysz poprzednią część, to wiedz, że tutaj dzieje się jeszcze więcej, a logika? Cóż, możesz o niej zapomnieć – ale w najlepszym tego słowa znaczeniu.
- Szalone połączenie DC Comics i anime
- Yakuza atakują Gotham w białych garniturach
- Batman kontra japońskie wersje Ligi Sprawiedliwości
- Wyjątkowe walki, oryginalne stroje i mnóstwo humoru
- Film dostępny na Max
Anime, które nie bierze jeńców
Już na samym początku Damian Wayne, syn Batmana, rzuca tekst: „Mam nadzieję, że coś zaraz zacznie mieć sens”, po czym wskakuje do Batmobilu, by zareagować na huragan yakuzy nad Gotham. To pierwszy z wielu momentów, w których twórcy puszczają oko do widza, otwarcie mówiąc: „Tu nie chodzi o sens, tylko o dobrą zabawę”.
Za reżyserię odpowiadają Junpei Mizusaki i Kazuki Nakashima – duet znany już z pierwszej części, wspierany przez Shinji Takagi. Tym razem fabuła jest ciut bardziej spójna, choć poprzeczka nie była wysoko – w końcu poprzednio Batman walczył z mecha prowadzonymi przez swoich wrogów, wspierany przez armię małp! Animacja i muzyka stoją na wysokim poziomie, a tempo akcji jest zawrotne – nie zabrakło charakterystycznych dla anime speed lines i mocnych motywów muzycznych.
Japonia unosi się teraz nad Gotham, a z nieba lecą yakuza w jetpackach, wszyscy w tych samych białych garniturach i z identyczną fryzurą. Na czele tej inwazji stoi yakuza wersja Justice League – przypominająca Crime Syndicate z „Justice League: Crisis on Two Earths”. Co ciekawe, podobnie jak w „Justice League: Doom”, Batman zna słabości wszystkich swoich przeciwników, ale tutaj yakuza są nieco mniej bystrzy, więc nasz bohater radzi sobie z nimi przy pomocy „naukowych ninja technik”.
Wizualny odjazd i kreatywne walki
Połączenie amerykańskiego i japońskiego stylu daje pole do popisu w scenach walki i projektach postaci. Kuraku, czyli Man of Steel, wygląda zjawiskowo w okularach przeciwsłonecznych, czerwonym płaszczu i niebieskich szatach. Pojedynek yakuza Aquamana na gigantycznym karpiu z yakuza Wonder Woman, która broni się parasolką na łabędziej łódce, to tylko jeden z wielu kreatywnych momentów.
Tempo jest tak szybkie, że niektórzy bohaterowie zostają tylko zarysowani, a twórcy liczą na to, że znasz już DC Comics. Nightwing dostaje własną sekwencję transformacji w stylu magical girl i świecący kostium, ale Red Hood i Red Robin giną w tłumie. Damian Wayne tym razem błyszczy jako komediowe wsparcie – scena, w której wyśmiewa plan Ra’s al Ghula i jego narzekania na sushi, jest naprawdę zabawna.
Kobiety na pierwszym planie
Harley Quinn, wspierana przez Daianę (Wonder Woman), nabiera więcej niezależności. To świetne połączenie, bo Amazonka zawsze stawia na siłę kobiet, a Harley powoli zbliża się do Bat-Rodziny. Co ciekawe, Daiana przez cały film tłumaczy swoją chivalryczną kodeks ninkyō – i robi to co najmniej kilka razy!
Mnóstwo humoru i autoironii
Film czasem przesadza z tłumaczeniem, a niektóre wątki – jak metafora hazardu przy rozbrajaniu maszyny – mogłyby być krótsze. Jednak pod tym wszystkim czuć szczerość i miłość do bohaterów. Batman wytyka Kuraku brak odwagi, a Ahsa, czyli yakuza Aquaman, tęskni za oceanem, choć utknął w jeziorze.
Co ważne, Batman Ninja vs. Yakuza League nie traktuje się zbyt poważnie. Daiana przed pojedynkiem kręci teledysk, Alfred Pennyworth daje wskazówki w stylu Voltrona, a yakuza dosłownie są wystrzeliwani jak pociski. Cała ekipa co chwilę komentuje, jak bardzo absurdalny jest ten film – od szoku Harley na widok śpiewającej Wonder Woman, po uwagę Bat-Family, że Bari, Fleet of Foot, to po prostu Flash w kapeluszu.
Twórcy wiedzą, co robią i nie próbują udawać, że wszystko musi mieć sens. Czasem wystarczy, że jest po prostu fajnie. Jeśli masz ochotę na totalny odlot, Batman Ninja vs. Yakuza League już czeka na Ciebie na Max!
